Nadmierne kontrolowanie dziecka

Niewłaściwe podejście do wychowywania dziecka wcale nie musi polegać na niepoświęcaniu mu uwagi i na jakichś zaniedbaniach. Bardzo dużo złego może wyrządzić także nadopiekuńczość. Ciągłe kontrolowanie dziecka może, bowiem sprawić, że postanowi ono wyrwać się spod opieki i zbuntuje się tylko po to, żeby działać wbrew rodzicom. Może to prowadzić to strasznych skutków. Dlatego zamiast kontrolować dziecko na każdym kroku, lepiej czasem mu zaufać i wychowywać je tak, żeby samo chciało radzić się rodziców w przypadku jakichś życiowych dylematów. Nie warto też zabraniać dziecku spotykania się z rówieśnikami, których uważa się za niewłaściwe towarzystwo dla swojej pociechy. Może to wywołać przeciwny efekt, bo nastolatek bardzo łatwo utożsamia się z grupą koleżeńską przeciwko rodzicom. Lepiej po prostu czuwać z pewnej odległości nad rozwojem niektórych znajomości i czasem delikatnie wskazywać dziecku zagrożenia. Nieraz nakazy tylko zaostrzają sytuację, która bez ingerencji nadopiekuńczych rodziców nie doprowadziłaby wcale do żadnej katastrofy. Trudno jest patrzeć, jak najbliższa osoba popełnia błędy, ale to właśnie na błędach człowiek najwięcej się może nauczyć. Niestety, uczy się skutecznie tylko na swoich, więc samo przestrzeganie przed niebezpieczeństwem nic nie da, a utrudni wzajemne relacje.

Autorytet przede wszystkim

W dzisiejszym skomplikowanym świecie łatwo dostrzec upadek autorytetów. Nie ma osób, które chciałoby się faktycznie naśladować w życiu. Młodzi ludzie nie mają się, na kim wzorować, więc zagubieni są w świecie sprzecznych pomysłów na życie, niejednoznacznych wartości i niejasnych moralnych reguł. W tej sytuacji nawet jeszcze ważniejsze jest to, żeby, chociaż na rodzicach młodzi ludzie mogli polegać. To właśnie rodzice powinni być dla dziecka największym autorytetem. Naprawdę nie ma większej radości niż sytuacja, kiedy dziecko mówi, że chciałoby być w przyszłości właśnie takie jak jego mama czy tata. To chyba największy wychowawczy sukces, kiedy dziecko podziwia swoich rodziców i chce ich naśladować. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zmuszać dziecko od pójścia w ślady rodziców na przykład w kwestiach zawodowych. Dziecko musi mieć dużo swobody w odkrywaniu swojego potencjału i w szukaniu swojego miejsca w świecie. Chodzi po prostu o to, żeby zawsze mogło zapytać rodziców o radę, wierząc, że są mądrzy i rozsądni, więc na pewno dobrze doradzą. We wczesnym dzieciństwie właściwie każdy wierzy, że jego rodzice są wspaniali. Niestety, większość dzieci szybko wyrasta z tego przekonania. Trzeba, więc być takim rodzicem, żeby dziecko mogło wierzyć w wielkość mamy i taty nawet, kiedy już dorośnie.

Kary i nagrody

Rodzice bardzo często zastanawiają się, czy aby na pewno stosowanie systemu kar i nagród to dobra i skuteczna metoda wychowawcza. Uważają, że dziecka nie można tresować, a mniej więcej do tego sprowadza się stosowanie pozytywnych i negatywnych wzmocnień, niczym w behawioralnym modelu Pawłowa. Z drugiej strony nie wymyślono jeszcze lepszego sposobu wywierania wpływu na dziecko. Jak niby przekonać je, że powinno posprzątać swój pokój, jeśli za niewykonanie polecenia nie grożą żadne konsekwencje, a za piękne wywiązanie się z zadania nie ma żadnej nagrody? Może wcale nie trzeba do końca rezygnować z tego systemu. Wystarczy, żeby był to system przemyślany. Kary nie mogą być drastyczne i nie powinny ośmieszać dziecka lub zostawiać go z długotrwałą traumą. Nie można też w żadnym wypadku uciekać się do przemocy. Z kolei w wypadku nagród trzeba pamiętać, że nie chodzi tu o przekupienie dziecka jakimiś zabawkami czy pieniędzmi. Nagrodą za grzeczność może być uśmiech i miłe słowo. Dziecko musi po prostu wiedzieć, kiedy robi dobrze, a kiedy postępuje niewłaściwie. Ustalenie jasnych zasad nie jest równoznaczne z terrorem i dyktaturą. Po latach dziecko doceni konsekwencję rodziców, o ile będzie to konsekwencja mająca logiczne podstawy, a nie próba pokazania, kto jest najważniejszy w tej relacji.

Młodzież i używki

To niezwykle przykre, ale trzeba mieć bolesną świadomość, że czasem nawet najbardziej troskliwa opieka rodziców nie ochroni dziecka przez szkodliwym wpływem używek. Alkohol, papierosy, może też narkotyki niewątpliwe zostaną wcześniej czy później zaproponowane nastolatkowi przez jego rówieśników i istnieje obawa, że młody człowiek ulegnie, choćby nie wiadomo jak często słyszał od rodziców o szkodliwych skutkach używek. Warto, więc nie tylko serwować pociechom wykłady o tym, że palenie zabija, a alkohol niszczy szare komórki, ale uzupełnić tę wiedzę wzmacnianiem w dziecku poczucia własnej wartości. Trzeba pokazać swojemu dziecku, że nie można bezmyślnie ulegać presji rówieśników tylko po to, żeby być bardziej lubianym. Odporność na społeczne naciski może stanowić najlepszą ochronę przed używkami. Jednak wpojenie dziecku, że nie musi się dostosowywać do kolegów i koleżanek, wymaga dużego wychowawczego wysiłku, nie wystarczy parę razy to powiedzieć, lecz trzeba też swoim zachowaniem udowadniać dziecku, że tak właśnie jest. Niełatwo wychować człowieka na nonkonformistę, skoro bardzo wiele sygnałów, które do niego docierają, mówi, że lepiej być uległym i nie narażać się innym ludziom. Warto jednak spróbować, dla dobra przyszłości dziecka, ocalić je przed zgubnym wpływem grupy rówieśniczej.

Wcześniej do szkoły

Zapowiadana i powoli wprowadzona już reforma szkolna, nakazująca wszystkim rodzicom posłanie do szkoły już dzieci sześcioletnich, wzbudziła zaskakująco duży sprzeciw. Rodzice najwyraźniej uznali, że taki nakaz to niedopuszczalna ingerencja w ich wychowawcze zasady, zgodnie, z którymi dzieci do pewnego wieku powinny spędzać czas wyłącznie na zabawie, a nie na męczącej nauce. Jednak badania przeprowadzone w wielu innych krajach pokazują, że pójście do szkoły w wieku sześciu lat wcale nie ma negatywnego efektu wychowawczego i rozwojowego. Przeciwnie, dzieci bardzo dobrze się rozwijają, kiedy stawia się przed nimi szkolne wyzwania. Poza tym coraz częściej zdarza się, że siedmioletni pierwszoklasiści nudzą się w szkole, bo wszystko, co jest zawarte w programie, już umieją. To kolejny argument na to, że sześciolatki poradzą sobie z obowiązkiem szkolnym. Problem stanowią rodzice, niechętni wszelkim zmianom i zdecydowani na samodzielne wychowywanie swoich maluchów jak najdłużej. Potrzebne są argumenty i naukowe badania, które przekonają ich, że dzieciom nie stanie się żadna krzywda. Nie należy wpadać w histerię, bo takie reakcje mogą tylko zaszkodzić maluchom i wywołać w nich strach przed szkołą. A wywoływanie lęku przed instytucją, której uniknąć się nie da, zdecydowanie nie jest wychowawcze.

Za dużo obowiązków dla babci

Problemy ze znalezieniem żłobka lub z opłaceniem za niego czesnego powodują, że rodzice coraz częściej sięgają po jak najbardziej tradycyjne rozwiązanie. Po prostu z góry zakładają, że dzieckiem podczas ich pracy zajmie się babcia. Tymczasem to może być dobra opcja tylko po spełnieniu kilku warunków. Przede wszystkim babcia sama musi chcieć wziąć na siebie tak dużą odpowiedzialność za wychowywanie wnuka lub wnuczki. Nie można zmuszać babci, szantażować jej i przekupywać. To przecież kilka godzin spędzonych z maluchem dzień w dzień. Nie każda babcia ma dość energii, by temu podołać. Poza tym coraz częściej starsze kobiety nie rezygnują z kariery zawodowej i z własnego życia tylko, dlatego, że mają więcej lat i wnuki. Taka babcia, jeśli nawet da się zmusić do codziennej opieki nad dzieckiem, może być sfrustrowana. A dziecko na pewno to zauważy. Takie działania mogą też źle wpłynąć na relacje babci z rodzicami dziecka, którzy będą mieli wobec niej za wysokie oczekiwania. Niby, jakim prawem taka babcia musi się podporządkować? Można ją czasem poprosić o pomoc, ale nie uważać, że ta pomoc należy się niejako z urzędu. Młodzi rodzice powinni być mniej roszczeniowi i dostrzec, że czasy się zmieniają, a emeryci mają znacznie więcej pomysłów na życie, niż tylko narzucona im opieka nad wnukami.

Rodzic wiecznie zapracowany

Rodzice często dziwią się, kiedy ich dziecko zaczyna sprawiać problemy wychowawcze. Przecież nic wcześniej się nie działo, rodzina w żadnym wypadku nie może zostać uznana za patologiczną, a w domu niczego nie brakuje, bo rodzice ciężko pracują, żeby dziecku kupować różne rzeczy. Tymczasem często właśnie w tej ciężkiej pracy tkwi problem. Jak znaleźć czas dla dziecka, jeżeli spędza się w pracy prawie cały dzień? A nawet, kiedy mama i tata wracają do domu, są zbyt zmęczeni, żeby z prawdziwą uwagą wysłuchać, jakie ich pociecha ma smutki i radości w życiu. Dziecko szybko dostrzega, że może robić, co chce, żeby tylko rodzice mieli trochę spokoju. Taki maluch nie doceni faktu, że rodzice pracują, żeby on miał wygodne życie, bo, na co mu nowe zabawki, jeśli nie ma, komu pokazać, jakie cudowne zabawy z ich użyciem wymyślił. Cenniejsze od nowej gry komputerowej jest na pewno wspólne spędzanie czasu. A właśnie na to rodzice, którzy chcą móc sobie pozwolić na wszystko, nie mogą sobie pozwolić, bo pracują nie tylko w biurze, ale też po powrocie do domu. Nie ma się potem, co dziwić, że dziecko jest sfrustrowane, buntuje się lub po prostu niewłaściwym zachowaniem próbuje zwrócić na siebie uwagę. To wołanie o to, żeby ktoś z nim wreszcie na spokojnie porozmawiał. Warto to zrobić, zanim będzie za późno.

Bezstresowo albo ostrzej

Każdy, kto ma własne dziecko, staje przed wieloma wychowawczymi dylematami. Sporą część z tych trudnych decyzji można jednak sprowadzić do jednego pytania: czy należy dziecko wychowywać bezstresowo, czy też warto sięgnąć po tradycyjne, często mocno autorytarne metody. Analizy dotyczące najmłodszych pokoleń pokazują, że eksperyment z wyłącznie partnerskim i demokratycznym działaniem w relacjach z maluchami niekoniecznie się sprawdza. O ile pokazano, że kary cielesne szkodzą psychice dziecka, więc zakazanie ich stanowi ogromne osiągnięcie liberalnej pedagogiki, to nie udało się wykazać, że całkowita bezstylowość służy wychowywaniu. Coraz częściej mówi się, że dziecko jednak musi mieć jasno wyznaczone zasady. Rygory, o ile są sprawiedliwe, konsekwentnie egzekwowane i niezwiązane z przemocą, to jednak dobry wynalazek. Dziecko musi wiedzieć, co mu wolno, a czego robić zdecydowanie nie powinno. W przeciwnym wypadku z tego bezstresowo wychowywanego malucha wyrośnie osoba, która nie będzie w stanie dopasować się do wymagań społecznych, przez co szybko może zostać odrzucona lub znienawidzona. Życie nie polega na robieniu zawsze tego, na co ma się ochotę. Im wcześniej ktoś o tym wie, tym lepiej. Tym łatwiej będzie mu, bowiem w przyszłości porozumiewać się z innymi i konsekwentnie realizować cele.

Dzieci w dzisiejszym świecie

W każdych czasach nieco inaczej wychowuje się dzieci. Jednak dawniej zawsze było wiadomo, jakich wartości się trzymać. Mogły się one z czasem zmieniać, ale były wyraźne i nie trzeba było szczególnie zastanawiać się, która opcja przyniesie więcej pożytku. Tymczasem dzisiaj jest tyle sprzecznych opinii i sposobów życia, że bardzo trudno jest wybrać, co właściwie najlepiej wpajać swoich dzieciom. Jedni twierdzą, że najlepiej wychowywać tradycyjnie, inni są zwolennikami nowych metod. Zmienia się świat i trudno za nim samemu nadążyć, o co dopiero mówić o wprowadzeniu w tajniki tego świata drugiej, niedorosłej jeszcze osoby, która bardzo polega na zdaniu rodziców. I jak włączyć w proces wychowania nowe technologie i media? Nie można całkiem zignorować faktu, że komputery czy komórki to już codzienność i po prostu odciąć dzieci od tego rodzaju urządzeń, bo takie maluchy w późniejszym życiu mogłyby mieć problem z przystosowaniem się do wymagań czasów. Ale nie można też na wszystko dzieciom w tym zakresie pozwalać, bo nowe media to też nowe zagrożenia. A nawet starszym niełatwo zorientować się w tych przemianach i procesach na tyle, żeby móc skutecznie chronić swoje dzieci. Rodzice nie nadążają za współczesnością, a to rodzi problemy wychowawcze, które trudno potem wyprostować w społeczeństwie.

Nauka przez naśladowanie

Nic tak dobrze nie działa na skuteczne wychowanie małych dzieci, jak dobry przykład płynący ze strony rodziców. Żadne grube i drogie poradniki pedagogiczne nie pomogą, jeżeli rodzice nie są w stanie zachowywać się zgodnie z tymi normami, które chcieliby wpoić swoim pociechom. Dzieci uczą się głównie przez naśladowanie swoich opiekunów. I na pewno bardziej będą zwracać uwagę na obserwowane zachowania niż na to, co rodzic mówi, jeżeli równocześnie postępuje zupełnie inaczej. Dlatego nie powinno być sprzeczności między tym, co mama lub tata wpajają dziecku, a tym, co sami robią. Rodzicie dziwią się, że dzieci nie przestrzegają narzucanych przez nich reguł. A przecież, jeżeli ojciec powie, że nie wolno kłamać, a potem jego dziecko przyłapie go na kłamstwie, to nie ma szans, żeby w pamięci kształtowanego dopiero malucha zostały wygłoszone morały, a nie samo wydarzenie. Podobnie jest w kwestii odnoszenia się do innych ludzi. Jeśli dziecko widzi, że rodzice się ze sobą kłócą i nie wyrażają się z szacunkiem o rodzinie czy o sąsiadach, to nie będzie miało motywacji, żeby w przyszłości zachowywać standardy. Pójdzie po linii najmniejszego oporu i będzie robić po prostu to samo, co zaobserwowało u rodziców. A im dziecko jest starsze, tym trudniej zmienić w nim przyzwyczajenie wyniesione z domu.